Menu
Czytanie
Ostatecznie wszystko, co uzyskałem, ograniczyło się do dwóch nie opublikowanych jeszcze wierszyków Węgierskiego (dwóch innych, mylnie mu przysądzonych, musiałem się prawie natychmiast wyrzec) oraz do trzeciego, już co prawda drukowanego, ale przeoczonego przez poprzednich wydawców. Ani jeden z owych trzech dodatków nie zasługiwał zresztą na baczniejszą uwagę. Ten mój nieznośny pech skończył się na szczęście w ubiegłym roku, kiedy w Archiwum Głównym Akt Dawnych, w którym złożono dawne wilanowskie archiwum Potockich, pomogłem tamtejszym archiwistkom przy uporządkowaniu, według nazwisk adresatów, korespondencji Ignacego Potockiego. Prawie każdy, mówiąc nawiasem, z przeglądanych wówczas listów był tam złożony na cztery, sześć albo osiem części, ponieważ zaś wszystkie bez wyjątku były nakreślone na dobrym papierze czerpanym (innego jeszcze wtedy nie znano), więc każde rozłożenie czy rozwinięcie poszczególnego zwitka powodowało charakterystyczny szelest, któremu często towarzyszyło rozejście się w powietrzu nader osobliwej woni starego papieru, zmieszanej z wonią osiemnastowiecznego inkaustu.