Otóż spory ten list, datowany 8 maja 1781 r. i napisany, podobnie zresztą jak i wszystkie inne, w języku francuskim, przyniósł nie tylko ważną informację Węgierskiego o jego własnym pisarstwie, ale — co stokroć ważniejsze — pełny tekst jego najnowszego, a może w ogóle ostatniego(?), wiersza, który poeta-podróżnik nakreślił, zapewne ołówkiem, na dobrze pobielonym, jak można wywnioskować, murze najstarszej kartuzji europejskiej, czyli klasztoru kartuzów koło Grenoble, ufundowanego w roku 1086 i noszącego z dawien dawna nazwę La Grande-Chartreuse (Wielka Kartuzja). Posłuchajmy jednak samego Węgierskiego (nb. w przekładzie polskim): Już od dawna nie piszą wierszy — to choroba, która powinna nawiedzać jedynie dzieci, ale którą zły los każe nam często zachowywać aż do zgrzybiałości — zdarzyło się jednak przed trzema tygodniami, gdy wybrałem się, aby odwiedzić sławną Kartuzję koło Grenobli, główną siedzibę zakonu, że tego wieczoru nie miałem nic do roboty i że bezczynność, rozbudzająca wszystkie złe duchy, nie mogąc się posłużyć duchem cielesności.