„W toku ożywionej i coraz bardziej zajmującej rozmowy z Pompiliuszem zrobiłem przelotną znajomość z Koturnem i jego małżonką, którzy zatrzymali się na chwilę przy nas (...). Pamiętasz, jak podobały się oczywiście nam niegdyś poezje tego melancholijnego poety, szczególniej zaś te, w których analiza uczucia jest przeważającym żywiołem... Porównywaliśmy je pod względem aromatu z liśćmi spadającymi w jesieni w naszej dąbrowie." Wyraźna to chyba aluzja do jednego z najpiękniejszych liryków Faleńskiego, który nadał mu formę egzotycznego pantumu (pierwszego w poezji polskiej przed analogiczną próbą Wiktora Gomulickiego), zamykając nim swój zbiorek poetycki Odgłosy z gór (1871). Ścielą się liście pożółkłe z posępnym szelestem... Wiatr je porywa, szyderczy, podrzuca i targa — Jesień wkoło mnie i wszędzie, gdzie tylko ja jestem, W piersi mej żal zapóźniony i smutek, i skarga. Aluzja była trafnie wycelowana, oto bowiem dalszy ciąg przywołanego przeze mnie cytatu – proszę na niego zwrócić szczególną uwagę.