Otóż zupełnie co innego wyziera oczywiście z drugiej połowy jego ostatniego epigramatu, pomimo że zawarte w nim credo ateusza nie odbiega na pozór od tych rozmaitych wypowiedzi, które rozsiał po swoich wierszach krajowych, zachowując przy tym (co nader charakterystyczne) dużą ostrożność w ich ówczesnych sformułowaniach. Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że w tym ostatnim epigramacie Węgierskiego, zaimprowizowanym w szczególnym miejscu i w szczególnych okolicznościach, mieści się, poza jeszcze jednym wyznaniem jego „nowoczesnego" ateizmu, coś o wiele ważniejszego i głębszego. Mieści się tam mianowicie wyraz szczerej chyba (choć może przelotnej) „ochoty" (jakże odmiennej od tej jego wcześniejszej ochoty z wiersza o laurowym wieńcu) do zerwania z otaczającym go światem, a także, jak sądzę, wyraz jego równie szczerej tęsknoty do tego, czego go nigdy nie nauczono, a co w pewnych osobliwych chwilach odmiennego widzenia wydawało mu się ważne i pożądane – i być może tak to należało rozumieć i było ważne.