Menu
Czytanie
„Bardzo też zwiędłym wydał mi się i sam poeta — suchy, wysoki, niemłody już mężczyzna, z wygasłym, jak się zdaje, do szczętu życiem w piersi schorzałej. Nie znać było jednak żadnego cierpienia po nim, które by mogło obudzić współczucie; była tylko apatia senna, wcale nie pociągająca... Zdaje się, że nie słyszałem nawet głosu jego w ciągu całego wieczora... Nieruchomy, wpatrzony w sufit, siedział obok swej żony, bardzo niesympatycznej kobiety, znacznie starszej od męża, a której każde spojrzenie, każdy uśmiech zdawał się tryskać jadem śmiertelnym." Ową „bardzo niesympatyczną kobietą" była pani Maria, z domu generałówna Trębicka, wówczas już (a opisany tu epizod odnosi się do siedemdziesiątych lat ubiegłego wieku) osoba pięćdziesięciokilkoletnia, a przy tym nieurodziwa, skądinąd jednak — jak to poświadczył Aleksander Kraushar — dama „wytwornych manier, niepospolitego oczytania, znajomości języków obcych i łatwości wypisania się w powieściach, studiach, przekładach beletrystyki francuskiej lub angielskiej...".